Parafia pw. św. Józefa Kalasancjusza w Rzeszowie - Ojcowie Pijarzy

Niedziela Misyjna – List o. Janusza Furtaka SP

Szczęść Boże,

Drodzy Wierni. Dla mnie rozpoczął się już czwarty rok w Chile. Co z nowości? Aktualna sytuacja w Chile jest nacechowana falą migrantów nieustannie napływających z sąsiednich krajów; Kolumbii, Haiti i przede wszystkim z Wenezueli. W Parafii Dominują dwie grupy wiernych: dużo  migrantów i miejscowe osoby starsze. Od trzech miesięcy funkcjonuje kaplica adoracji wieczystej – otwarta dzień i noc. Jest to niewątpliwie naszą nadzieją i siłą dla wszystkich, ale zarazem wyzwaniem, aby być wytrwałym w zobowiązaniu do adoracji Najświętszego Sakramentu. Ze względu na bezpieczeństwo zawsze musi być ktoś w kaplicy. Dodam, że parafię św. Jana Ewangelisty, prowadzimy jako Pijarzy od trzech lat. Ja zaś jestem jej proboszczem od 1,5 roku. W tych dniach świetlica przy parafii, którą nazywamy Centrum św. Józefa Kalasancjusza, funkcjonuje od ponad roku. Cieszymy się niezmiernie, że to dzieło dla dzieci rozszerzyło swą działalność z trzech do sześciu dni. Od poniedziałku do piątku funkcjonuje  dla  dzieci, zaś w soboty dla młodzieży w wieku 14-16 lat. Dysponujemy stołem do ping ponga, piłkarzykami i drobnymi grami stołowymi. W niedzielę po Mszy świętej jest katecheza dla dzieci przed I Komunią Święta. Od dwóch tygodni, zdecydowaliśmy się zarezerwować sobotę dla starszych dzieci (albo lepiej dla młodzieży), aby tym samym odciążyć pozostałe dni tygodnia. Bowiem jest ponad 60 dzieci zapisanych do świetlicy i wciąż pojawiają się nowe. Praktycznie każdego dnia napływają kolejni migranci za całymi rodzinami szukając dla siebie miejsca, gdzie będą mogli normalnie żyć. Mają tylko nadzieję, że Chile będzie dla nich przyjaznym miejscem i jak św. Rodzina znajdą jakiś kąt, by móc ułożyć sobie przyszłość. Mimo, że bez pieniędzy, nie raz chorzy, zmęczeni i przestraszeni długą podróżą, po drodze przechodząc przez niełatwe doświadczenie człowieka – imigranta, na którego patrzy się jak na intruza maja nadzieję na lepsze jutro.  Oni chcą pracować, by móc dać swoim dzieciom trochę chleba i lepszą przyszłość. W ich kraju panuję bieda, głód, przemoc, nie ma pracy. Życie staje się nic niewarte. Łatwo o załamanie, poddanie się, wejście w świat ciemności i beznadziei. Ale  patrząc na swoje dzieci, walczą i mają odrobinę nadziei. Dla nich ryzykują wszystko, zastawiając resztki pieniędzy na podróż w jedną stronę, zostawiając rodzinę, bliskich, przyjaciół nie wiedząc kiedy znów będą razem. Może już nigdy. To ich nie przeraża. Dla dzieci, w nadziei na lepsze jutro podejmują wielkie ryzyko udając się do Chile, kraju nadziei. Na miejscu nie mają żadnej znajomości, pomocy. Zostaje im wiara w Boga i to, że spotkają dobrych ludzi, którzy spojrzą na nich inaczej, okiem przyjaznym i życzliwym. Jak mówi nasz Pan u Mt 25, 35 „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść, byłem spragniony, a daliście Mi pić, byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie, byłem nagi, a przyodzialiście Mnie, byłem chory, a odwiedziliście Mnie, byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie“. Kiedy przybywają to dzieci  pozostają bez szkół, aż do rozpoczęcia nowego semestru. Również muszą się bardzo starać o miejsce w szkole w nowym roku. Trzeba dodać, że chodzi tu o szkoły państwowe, bo w prywatnych nawet jeśli jest miejsce, nie stać migrantów na zapłacenie. Stąd tak duże zapotrzebowanie na nasza świetlicę. Dla rodziców świetlica jest dużą pomocą, ponieważ pracując nie mają gdzie zostawić swoich dzieci, bo często brakuje dziadków, czy starszego rodzeństwa. Dzieci zostają same. Rodzice możecie sobie to wyobrazić, w nowym obcym kraju i miejscu, gdzie dziecko nikogo nie zna, w małym wynajętym pomieszczeniu, musisz zostawić swoje kochane dzieci na 10 godzin. Postanowiliśmy rozszerzyć dni pracy świetlicy na 6 dni. To wiąże się z poszukiwaniem większej ilości wolontariuszy jak i środków na dożywianie dzieci. Dzieci przychodzą do nas głodne. Rano nic nie dostają, bo rodzice nie mają, ani dla nich ani dla siebie. Nie mają rano nic. Żadne śniadanie, nawet mała kanapka. Nic pusto w ich małych brzuszkach. Nie ukrywam, że dla mnie pijara, który lubi przebywać z dziećmi, widok głodnych dzieci mocno ściska moje pijarskie serce. Przypominam sobie jak w Polsce zakładałem świetlice. Bawiłem się z dzieciakami, biegałem z nimi po górach, pluskałem się w Bałtyku. Mogłem to wszystko czynić z Bożym błogosławieństwem w Bolszewie, Rzeszowie. Teraz tu w Chile Pan dał mi światło i siłę, aby założyć świetlice. Bóg przysyła mi wiele wspaniałych dzieciaków. Mam dzieci, które chcą żyć, rozwijać się. Mają nadzieje że na parafii w świetlicy dostaną coś do jedzenia, a ja nie mam dla nich chleba. Dzieci, które mają apetyt, a nie mam dla nich choć jednej kanapki. Wiecie jest wiele tych wszelakich problemów, z jakimi przychodzą do mnie ludzie mówiąc o nich w codziennych rozmowach, także w konfesjonale. Jak związać te wszystkie trudności, koniec z końcem. Troska o najbliższych, którzy zostali daleko w kraju. Ktoś został zamknięty w więzieniu ze względów politycznych, ktoś bliski umarł na zwykłą chorobę, ze względu na brak lekarstw… i do tego dochodzi ból z powodu rozłąki, trudności, które wydają się nie mieć końca.

W świetlicy ostatnio pojawiły się nowe – stare krzesła i stoliki, podarowane dla świetlicy przez pijarską szkołę. Trzeba bowiem zaznaczyć, że dotychczas nie było w zwyczaju zajmować się dziećmi przy parafii, stąd brak wszystkiego. Starsi uczniowie wymalowali część ścian, szafki i duży obraz Kalasancjusza z dziećmi na ścianie, co sprawiło że pomieszczenie stało się bardziej kolorowe i po prostu czyste, odnowione. Wyzwaniem dla parafii cały czas, oprócz spraw duchowych jest otoczenie, zarówno osób starszych, chorych, mających minimalne renty, dzieci jak i rodzin, którzy pomimo pracy z trudem mogą przeżyć i jeszcze muszą wysłać środki bliskim do Wenezueli, gdzie inflacja sięga kilku tysięcy procent.
Drodzy parafianie dziękuję Wam bardzo za pomoc, modlitwę i  wsparcie. Kiedy byłem z Wami mogłem doświadczyć wielokrotnie pomocy. Dzieliliście się ze mną mówiąc: “to na świetlice dla dzieci”, dzięki czemu mogłem dla nich organizować zajęcia, posiłki, wycieczki, pielgrzymki. Doświadczyłem od Was wielkiego serca. Otwieraliście przede mną swoje domy, miejsca pracy i wspomagaliście mnie darami materialnymi; każdy kto co miał; słodycze, chleb i smaczne bułki, przetwory, wędliny, zabawki i różne gadżety. Zawsze dzieliliście się ze mną, bo to dla dzieci, młodzieży. A ja mogłem pomagać dzieciom  aby cieszyły się życiem i wzrastały w mądrości, aby mogły twórczo spędzać swój dziecięcy czas. Dziękuje Bogu za doświadczenie pracy z dziećmi
zdobyte zarówno w Bolszewie jak i w Rzeszowie, bo to choć w zupełnie
odmiennych warunkach, pomogło mi podjąć się wyzwania, aby otworzyć świetlice dla dzieci w Chile w stolicy Santiago.

Podzieliłem się z Wami sytuacją dzieci w naszej świetlicy. Ja – Wasz o. Januszek proszę o pomoc. Jestem wdzięczny za każdą „ złotówkę”. Pomóżcie mi nakarmić dzieci, które przychodzą do naszej świetlicy, abym miał więcej chleba niż głodnych dzieci. Wierzę, że Bóg mi pomoże, a Matka Boża, którą kocham znajdzie ludzi, którzy napełnią moje ręce chlebem, abym jak apostołowie mógł go rozdawać głodnym dzieciom. Dziękuję. Modlę się za Was przed Najświętszym Sakramentem polecając Was miłosiernemu Bogu i zawierzam Wasze rodziny opiece naszej Matce.

o. Janusz Furtak SP