Pozdrowienia z „małego Karakaz”

Dziękuję Wszystkim, którzy tak hojnie wsparli dzieło świetlicy dla dzieci w parafii pijarskiej w stolicy Chile w Santiago.

Dzięki Waszej pomocy mogliśmy zrealizować wiele zwykłych marzeń dzieci i ich rodzin. Z okazji Świąt Bożego Narodzenia dzieci otrzymały prezenty. W czasie letnich wakacji (styczeń, luty) dla 100 dzieci udało się zorganizować półkolonie. W jej ramach dzieci otrzymywały wyżywienie, mogły skorzystać z zajęć sportowych, kulturalnych, zabawy. Zorganizowane zostały dwa wyjazdy: na  plaże oraz nad ocean.

Dzielnica, gdzie znajduje się między innymi nasza parafia jest nazywana ostatnio „małym Karakaz” ze względu na dużą ilość Wenezuelczyków. (Karakaz to stolica Wenezueli).

 

W Santiago Centrum, czyli w jednej z 33 dzielnic 9 milionowego miasta, mieszka 120 tys. migrantów, z czego Wenezuelczycy to ok. 80 tys.. Przybyli tu w ciągu ostatnich czterech lat i wciąż przybywają. Pozostali to Kolumbijczycy, Peruwiańczycy, Haitańczycy.

W ostatnich dniach lutego zbierano duże ilości żywności, lekarstw by zorganizować pomoc humanitarną dla Wenezueli. Ze środków przekazu, nie udało się jej dostarczyć do kraju. Kilka samochodów z żywnością spalono na granicy z Kolumbią, resztę wycofano do stolicy Kolumbii. Reżim prezydenta Maduro stwierdził, że kraj ma się dobrze i nie potrzebuje żadnej pomocy. A ludzie umierają z niedożywienia i braku lekarstw. Radość i łzy. Radość z bycia poza krajem, poza zagrożeniem utraty życia, i łzy z powodu bliskich pozostawionych w swojej ojczyźnie.

Tydzień temu poznałem pana Tadeusza, Polaka z pochodzenia, który jako dziecko przyjechał do Wenezueli, a teraz do Chile. Z wykształcenia jest technikiem dentystycznym. Opowiadał, łamaną polszczyzną, że jako czteroletnie dziecko z rodzicami uciekł z Polski, mieszkał na Kresach Wschodnich. Uciekł przed wojną do Zachodniej Europy, a potem do Wenezueli. Następnie ukrywał się przed wywózką na Sybir, przed śmiercią. Rodzice utracili cały majątek. Zginęła większa cześć rodziny: dziadkowie, wujkowie. Teraz mając prawie 80 lat, drugi raz stracił wszystko, a jego rodzina rozproszyła się po świecie. Jeden syn uciekł do Panamy, drugi do Włoch, a on z córką i wnukami do Chile. Powtórka z historii…! Znów łzy i radość. Radość, bo jest się bezpiecznym, ale ból pozostaje w sercu, tęsknota niepewność jutra…

Inny obraz… tym razem ja się popłakałem ze wstydu: w niedziele po Mszy Świętej odbywała się katecheza dla dzieci przed I komunią.W czasie wakacji kilkoro z nich miało do nadrobienia pewne zaległości. Jako parafia, zwłaszcza w porze zimowej, dawaliśmy dzieciom kubek ciepłej herbaty czy mleka z jakimś ciastkiem. Jako, że były wakacje, więc nie było to zorganizowane. Sam co miałem zwykle dawałem (jakieś słodycze). Pewnej niedzieli, przechodząc w pośpiechu, kiedy jeden chłopiec mnie zapytał czy mam coś do jedzenia odpowiedziałem mu, że dziś nie mam. Pomyślałem wówczas, żeby się dzieci nie przyzwyczajały, że zawsze otrzymują słodycze. Po trzech dniach się okazało, że to dziecko nie tylko było prawdopodobnie bez śniadania tego dnia, ale dodatkowo jest źle traktowane przez swego ojczyma. Jest problem z narkotykami w rodzinie, a matka nie do końca jest osobą odpowiedzialną. Wróciło do mnie spojrzenie dziecka sprzed trzech dni i jego pytanie o jedzenie. Pożałowałem paczki ciastek. Wstyd mnie ogarnął i ból w sercu…

Przebywając tu w Chile, zwłaszcza wśród migrantów, z czasem nauczyłem się, że zawsze trzeba mieć ręczniki papierowe czy chusteczki higieniczne czy choćby papier toaletowy. Latynosi bowiem z natury są bardzo uczuciowi i kiedy dzielą się swoimi przeżyciami, włącznie ze spowiedzią, często płaczą. Zarówno kaplica wieczystej adoracji, która funkcjonuje przy parafii, konfesjonał, kancelaria parafialna to miejsca, gdzie ludzie przychodzą wyrazić swoja nędze , ból, niepokój i szukają nadziei.

Dziękując za Waszą pomoc, proszę o modlitwę, abyśmy potrafili służyć Bogu i ludziom jak najlepiej. Za Was wszystkich, dobrodziejów naszej świetlicy w dniach od 17 do 25 marca będą odprawione Msze Święte prosząc o potrzebne łaski dla Was.

Drodzy Dobrodzieje o szalonej ofiarności przyszła mi myśl, aby odprawić w Waszych intencjach nowennę mszy świętych od 17 do 25 marca 2019.  Codziennie w tych dniach będę się modlił za wasze rodziny oraz o Boże błogosławieństwo dla Was; miłość, jedność i zgodę w rodzinie, aby Wasze dzieci wzrastały w miłości
i mądrości i były dla Was radością, modlę się o zdrowie dla chorych z waszych domów, o życie wieczne dla Waszych zmarłych i w tych intencjach, które nosicie w swoich sercach. W tych dniach biorę wszystkie dzieci ze świetlicy na krótką modlitwę, aby one szczerymi sercami pukały do Serca Jezusa i Maryi za WAS.

o. Janusz Furtak SP